tych organów gmin, projekty podziałów nieruchomości zabudowanych powinny uwzględniać co najmniej 4 metrową odległość położenia nowej granic od istniejących budynków. Nie pomagają wyjaśnienia, że rozporządzenie nie dotyczy usytuowania nowych granic, lecz dotyczy wyłącznie nowych budynków. I o te cztery metry, to mają być odległe budynki od granic, a twierdzenie odwrotne, że nowa granica od budynku... nie jest uprawnione. Organy są nieugięte. A ponieważ podzielenie nierolniczej działki, bez decyzji urzędu gminy jest nie możliwe, to zarówno właściciel jak i wynajęty przez niego geodeta, stają przed „murem niemocy”. Prawie w każdym takim przypadku pragmatyzm niestety zwycięża, i geodeta wykonuje albo przeprojektowuje projekt podziału nieruchomości, według „widzi mi się” urzędnika. Bo, czy faktycznie ma jakieś inne wyjście, gdy w przeciwnym razie, pozostaje tylko odwołanie do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, co oddali załatwienie podziału nawet o kilka lat?
I takim to sposobem w „urzędniku” rośnie przekonanie o własnej bezkarności, a petent jeszcze raz, przekonuje się co może sobie zrobić z art. 7 konstytucji RP.
Ale do czasu, bo jak nas przekonał kolega Jarek Formalewicz, członek założyciel PTG, można zapomnieć o dominacji „urzędnika” nad „Czarnym Ludem”, a to za sprawą wyszukanej przez niego decyzji katowickiego SKO z dn. 23 stycznia 2007 r. sygn. akt SKO-GN-365/15511/2006/P. Sprawa dotyczyła niedopuszczalności (oczywiście zdaniem urzędu) podziału nieruchomości w celu zniesienia współwłasności, o który wniesiono na podstawie art. 95 ust. 1 uogn.
Urząd Miasta „coś tam, coś tam”, w uchylonej decyzji stwierdził, że „...podział jest niemożliwy z powodu niezgodności z przepisami Rozporządzenia Ministra Infrastruktury z dnia 12 kwietnia 2002 r. w sprawie warunków technicznych jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie ..., jednak po wyburzeniu budynku” (!?) „..., istnieje możliwość poprowadzenia granicy w odległości 4 m od nowopowstałego budynku...”
Reasumując wychodzi na to, że urząd widzi możliwość podziału działki, ale tylko wtedy, gdy jeden z domów zostanie wyburzony, ale i wtedy linia podziałowa mogłaby przechodzić w odległości 4 metrów od budynku, łaskawie wyrokiem urzedu pozostawionego nienaruszonym. Dobrze, że chociaż zostawili jeden dom... a nie wpadło komuś do głowy wyburzenie wszystkich domów na działce, co zlikwidowało by całkowicie problem z podziałem.
Nic dziwnego, że SKO widać skonfundowane, tak totalnie futurystycznym rozwiązaniem, zajęło stanowisko dość rzadko stosowane. Mianowicie, nie tylko uchyliło zaskarżoną decyzje w całości, ponieważ uznano, że w przypadku podziału nieruchomości z art. 95 uogn „... brak jest podstaw, aby przyjąć, że należy oceniać dopuszczalność takiego podziału w świetle przepisów odrębnych”, ale równocześnie, chyba z braku wiary, że urząd jest w stanie właściwie zdecydować w przypadku przekazaniu sprawy do ponownego rozpatrzenia, Kolegium uznając zgromadzony materiał w sprawie za wystarczający zatwierdziło podział nieruchomości, nie dając tym samym urzędowi miasta do ingerowania w tą sprawę. Byle więcej takich rozstrzygnięć.
Poniżej, załączamy skany wspomnianej decyzji z nadzieją, że może się przydać w „edukowaniu” niektórych urzędów.
Strona 1
Strona 2
Strona 3